sobota, 20 września 2014

ROZDZIAŁ VII




Hey!
Szkoła, szkoła, szkoła wszędzie! 
Dodaję dzisiaj kolejny rozdział mojej wolno rozwijającej się książki.
Tworząc tego bloga miałam zamiar dodawać posty przynajmniej 2 razy w tygodniu. Każdy z nich miał dotyczyć kolejnych rozdziałów. Nie udało się jednak, ponieważ w szybkim tempie znalazłam kilku czytelników mojego bloga. Dziękuję wam, że czytacie moje rozdziały... Ale w związku z tym czytelniczki chciały mnie poznać i wyszło na to, że tylko nieliczne posty dotyczą książki "It's Already Doesn't Matter", a w większości dodaję posty o mnie ;) 
Piszcie w komentarzu jakich postów wam brakuje i jakie najchętniej czytacie, a ja postaram się dorównać waszym propozycjom...
A tymczasem zapraszam na rozdział.


 


 
W szkole Harry trochę się uspokoił. Trzecia lekcja, matematyka wyprowadzała go z równowagi. Nic nie rozumiał, nic do niego nie docierało, po prostu porażka.

Poza tym przed pierwszą lekcją, kiedy wszedł do szkoły przed drzwiami stali koledzy z klasy. Bez wątpienia wiedzieli coś na temat ostatnich wydarzeń.
- No i jak tam ziomuś? Już nie masz tej Katelyn przy sobie, co nie? - odezwał się jeden z wrogich kumpli.
- Daj mi spokój! - powiedział Harry próbując się odgryźć.
Szybko odszedł w głąb szkoły nie chcąc mieć do czynienia z podobnymi sytuacjami. Szedł rozglądając się po korytarzu i szukając przyjaznych twarzy. Dotąd wszyscy znajomi, przyjaciele Harrego, którzy wielbili go bardzo za jego talent piłkarski nawet na niego nie patrzyli. O co chodziło? Czy jego popularność w szkole polegała na byciu z Katelyn? Albo Steve coś im nagadał? Pod szafkami również nikt na niego nie zareagował, nawet koledzy z klasy. Było to żenujące i chore!
- Hej... - odezwał się w końcu do jednej z mniej zauważalnych koleżanek z klasy
- Harry? A co ty tu robisz? - zaskoczyła się Less
- Do szkoły przyszedłem... A co? Nie mogłem przychodzić? - zirytował się
- No niee... Ale wszyscy... Nie ważne! - zakończyła szybko
- Co? Czekaj, o co ci chodzi? - denerwował się coraz bardziej Harry
- Nic... O nic. Muszę iść, pa! - odbiegła
Coś tu jest nie tak! To się robi coraz gorsze, nie do wytrzymania. Po dzwonku udał się na pierwszą lekcję, co było najgorszym pomysłem w dziejach.

Po ostatniej lekcji Harry miał już tego życia dość. Takiej desperacji nigdy w sobie nie dostrzegał. Nikt z nim nie rozmawiał, a Steve cały czas spoglądał na niego przenikliwym wzrokiem. To było bardzo dziwne.
Po tym dniu, spędzonym samotnie nie miał wyjścia. Harry poczuł, że nie może dłużej tak i zwariuje jak z kimś nie porozmawia. Katelyn była dzisiaj nieobecna w szkole, co bardzo rozczarowało Harrego. Miał nadzieję, że z nią porozmawia, coś wyjaśni. Nic z tego.
Rozczarowany postanowił podejść do Loreen. Sam nigdy by nie pomyślał, że zrobi coś takiego.
- Loreen...- powiedział cicho – Co tam?
Nieoczekiwanie dziewczyna odwróciła się z blaskiem w oczach. Loreen była najbrzydszą i najgorszą laską w szkole. Nikt z nią nie rozmawiał i zawsze się z niej śmiali.
- Ty mówisz do mnie?
- Tak, a co? - już żałował tej decyzji
- Nic... Alee...- jąkała się brzydula
- Weź daj spokój i nie gadaj. Chcesz mi coś powiedzieć? - zapytał zirytowany
- Ale co?
- Może o co chodzi całej szkole? Co tu się stało?
- Ja nie mam nic do powiedzenia... - odpowiedziała smutno – Wiesz, że nikt mi nic nie mówi...
- Zobaczymy, chociaż coś mi pomoże... - odpowiedział blady Harry





poniedziałek, 1 września 2014

The End Of a Carefree Time...

To prawda!
Zaczęła się szkoła!



Dziś pierwszy raz zawitaliśmy w murach naszych szkół...
Niektórzy poznawali nowe otoczenie i zaczynali wszystko na nowo, a inni po prostu wrócili do starych szkół. 

Ja wróciłam do mojego gimnazjum na ostatni rok, ale na pewno najciekawszy...
A wy?
Jakie macie wrażenia po tych pierwszych godzinach nowego roku?